Kto ma parówkę ten ma kontrolę

Zaktualizowano: 11 kwi 2021

W ostatnich dniach psiarze ulegli plotce o rzekomej rewolucji w zmianie przepisów dotyczących wyprowadzania psów. Ponieważ mam jednego dość zadziornego czworonoga pod swoją opieką, postanowiłam zbadać temat i podzielić się moimi wnioskami w tej sprawie. [1]


Trzeba podkreślić, że w zasadniczych przepisach nie zmieniło się NIC. Nie uległy zmianie regulacje dotyczące definicji wykroczenia, którym jest tzw. „niezachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia” (art. 77 Kodeksu wykroczeń). Wykroczenie popełnia więc ten, kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia.


Nie zmieniły się też przepisy będące źródłem wspomnianych powyżej „nakazanych środków ostrożności”. Zakaz puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna, ustanowiony ustawą o ochronie zwierząt (art. 10a p. 3) nadal brzmi tak samo. Podobnie, nie uległ zmianie, regulamin utrzymania porządku i czystości na terenie m.st. Warszawy, który został uchwalony przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy dnia 8 lutego 2018 r. zgodnie z którym, psy powinny być wyprowadzane na smyczy (par. 26 Regulaminu) (warto w swojej gminie sprawdzić treść obowiązującego lokalnie regulaminu).


Zmieniło się jedynie rozporządzenie w sprawie wysokości grzywien nakładanych mandatami. W tej chwili bowiem, opiekun psa, za popełnienie wykroczenia „niezachowania ostrożności przy trzymaniu psa” po prostu może być ukarany wyższym mandatem (uprzednio maksymalnie było to 250 zł, a obecnie jest to 500 zł).


Przypuszczam, że u wielu psiarzy nastąpiła konsternacja po przeczytaniu powyżej, że psa trzeba zawsze wyprowadzać na smyczy. Jak bowiem zapewnić psu wybieganie w mieście, jeżeli jego wolność miałaby zawsze być ograniczona długością smyczy? Poza tym, skoro przepis nie uległ zmianie, to jakim cudem dotychczas można było puszczać psy na skwerach, nie będąc z tego powodu ukaranym mandatem?


Jest to możliwe z uwagi na przepisy łagodzące powyższe zakazy i nakazy. W Warszawie, par. 26 u. 4 wspomnianego Regulaminu dopuszcza zwalnianie psa ze smyczy, pod warunkiem, że pies jest oznakowany, w sposób umożliwiający identyfikację właściciela lub opiekuna i tenże sprawuje nad nim kontrolę. Tu konia z rzędem temu, kto da odpowiedź na pytanie: kiedy się ma kontrolę nad psem? Dopóki bowiem mam w kieszeni zapas paróweczki, to wiem, że mam nad moim psem kontrolę. Nawet najbardziej rozpędzony zatrzyma się i wróci na komendę, jeżeli wie, że dostanie w nagrodę trochę kiełbaski.


Moim zdaniem słusznie, że przepisy w powyższym zakresie są nieostre i dają pewną możliwość interpretacyjną. Wiele bowiem, zależy od sytuacji w jakiej znajduje się pies i jego opiekun, ich wzajemnej relacji i znajomości psychiki psa oraz stopnia posłuszeństwa, jakie opiekun wypracował u psa. Może być bowiem tak, że zasadnym będzie twierdzenie, że konieczne jest trzymanie maltańczyka na krótkiej smyczy i w kagańcu, i jednocześnie dopuszczalne by opiekun doga spacerował z nim bez smyczy.


Bardzo mądrze w powyższym zakresie wypowiedział się W. Kotowski w Komentarzu do Kodeksu wykroczeń (Oficyna 2009). Wskazał on, że „ocena w kwestii zastosowania środka ostrożności należy do właściciela zwierzęcia (...) chodzi bowiem o panowanie nad zwierzęciem w stopniu gwarantującym bezpieczeństwo w miejscu publicznym. Spełnienie tego warunku w ramach zwykłych środków ostrożności nie wymaga np. spacerowania z psem znajdującym się na smyczy lub w kagańcu. (...) Nie można bowiem wyobrazić sobie, że prowadzenie na smyczy i w kagańcu wilczarza irlandzkiego (ważącego 85 kg, wysokości 110 cm w kłębie) zapewni bezpieczeństwo. Jeżeli bowiem pies tej rasy miałby skłonności do agresywnego zachowania, to nie ma człowieka tak mocnego, który mógłby go utrzymać. (....) Nie popełnia zatem wykroczenia z tego przepisu osoba, która znając psychikę swojego czworonożnego przyjaciela, prowadzi go w miejscu publicznym bez smyczy i kagańca”.


Nie dajmy się zatem zwariować, ale zachowujmy się odpowiedzialnie i rozsądnie, adekwatnie do sytuacji i skłonności naszego psa. A w kieszeni, zawsze miejmy kawałek paróweczki „dla bezpieczeństwa”.



[1] Z dedykacją dla Jaromira.

424 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie